Oko w oko po raz ostatni: Adrian Stawski

Wysłano 14 Grudzień, 2017 przez w kategorii Wiadomości

W ostatnim wywiadzie dla bytoviahpu.pl trener Adrian Stawski szczerze podsumowuje swoją dotychczasową pracę. Bytowski szkoleniowiec przyznaje się do błędu, informuje o możliwym zaskakującym odejściu, chwali i gani podopiecznych oraz ubolewa nad małą wiarą.

Mówił pan kilka miesięcy temu, że nasza ambicja została mocno podrażniona poprzednim sezonem. Po rundzie jesiennej to chyba się nie zmieniło?

Na pewno spodziewaliśmy się więcej. Były ku temu powody, bo były mecze, w których powinniśmy zdobywać punkty, a tego nie robiliśmy. Mało tego, traciliśmy je w końcówkach meczów przez błędy indywidualne, które nie powinny się zdarzyć. Jesteśmy z tego niezadowoleni. Musimy to poprawić, bo uważam, że mogliśmy mieć co najmniej pięć punktów więcej.

Po znakomitym początku spodziewał się pan, że nastąpi taka zapaść?

Spodziewałem się, że może przyjść mały dołek, bo nigdy nie wygra się wszystkich meczów. Z drugiej strony nie myślałem, że będzie to aż tak wyglądało. I tu także można było przerwać szybciej tę serię bez zwycięstwa. Pamiętamy choćby mecze ze Stalą Mielec czy Wigrami Suwałki, w których rywala mieliśmy już na widelcu. W Suwałkach znowu jednak nastąpił głupi błąd indywidualny. Musimy się skupić na tym, aby wyeliminować takie pomyłki, bo w tym sezonie była z nimi makabra. Podobnie było z Legią, wynik też mógł być dużo lepszy.

Da się w ogóle znaleźć receptę na to multum indywidualnych błędów?

Ktoś tam się śmiał, że mówię wyuczone formułki: „praca, praca, praca”. Nie ma jednak innej możliwości. Kiedy tylko pojawiają się takie błędy, to zaraz w treningu powtarzam sytuację z meczu i zawodnicy już tego nie robią. Trudno mi powiedzieć, czy dany zawodnik nie przespał wcześniej nocy, czy źle się czuł. Wiadomo, piłkarz przed meczem tego nie powie, bo każdy chce grać. Mało który przyjdzie i powie, że jest coś z nim nie tak i żeby go nie wystawiać. Byłbym bardziej niezadowolony, gdyby były to błędy zespołowo-taktyczne. A co mamy? Leci piłka 50 metrów, ktoś nie trafi w piłkę, brakuje komunikacji.

Paradoksalnie w spotkaniach, w których gubiliśmy punkty, wcale nie byliśmy gorsi od rywali…

I to najbardziej boli. Robię analizę po każdym meczu. Chłopaki wiedzą jak gramy, w jaki sposób utrzymujemy się przy piłce. Widzą, że praca i schematy z treningów przekładają się na mecze. Jest powtarzalność. Było widać u nich frustrację, bo wiedzą, że ja przykładam się bardzo mocno do treningów. Trzeba powiedzieć jasno, niektórzy bardzo mocno mnie zawiedli i to nawet ci, na których równie mocno stawiałem. Nadszarpnęli lekko moje zaufanie.

Nie brakowało trochę piłkarskiej jakości?

Na pewno brakowało jej wtedy, kiedy wypadli gracze z podstawowego składu. Nie zawsze rezerwowi podnosili poziom, a nawet go nieraz nie utrzymali. Musimy się nad tym pochylić i ściągnąć wartościowych zawodników. Wierzę, że ci, którzy zostaną, pokażą wiosną, że są potrzebni temu zespołowi.

Był taki moment, że część kibiców straciła już wiarę w trenera Adriana Stawskiego. Pan jako człowiek stąd odczuwał to dość wyraźnie?

Oj. Takich momentów było już wiele w poprzednim sezonie. Mam przyjaciół, którzy chodzą na mecze i słuchają co się gada. Że może mnie to przerosło, że to za duże wyzwanie, że nie podołam, że mam za mało doświadczenia. Mnie to trochę śmieszyło, bo to, że nie prowadziłem jak dotąd samodzielnie zespołu, to nie znaczy, że nie mam wiedzy i wizji drużyny. Powiem szczerze, nie jest powiedziane, że przyszedłby tu bardzo doświadczony trener i poradziłby sobie z sytuacją, którą przeżywaliśmy wiosną. Być może dzisiaj bylibyśmy w II lidze, a być może nie. Tego dzisiaj nie wiemy. Mimo kilku porażek z rzędu dalej pracowałem konsekwentnie i nic nie zmieniałem. Wierzyłem w swoją wizję, w utrzymanie. Po meczu z Sandecją 1:3 zadzwonił do mnie Rafał Gierszewski i zapytał, czy nie żałuję, że podjąłem się takiego wyzwania. Odpowiedziałem, że nie, bo ja utrzymam ten zespół. Nieważne czy w barażach, czy nie, ale utrzymam. To był koniec rozmowy.

Mówi pan o problemach w minionym sezonie, a w tym?

Umówmy się. Nasi kibice są różni i każdy ma prawo myśleć jak chce. Każdy może mieć zdanie o mojej osobie. To, że nie wygraliśmy meczów, mnie jednak nie łamało, tylko napędzało do pracy. Chciałem wyjść z dołka jak najszybciej. Nie jest łatwo. Mogę zadać jedno pytanie do kibiców. Jacek Paszulewicz. W tamtym sezonie Olimpia Grudziądz była dwa punkty od awansu, a dzisiaj w 8 meczach z rzędu zdobyła jeden punkt. I co? Ten trener jest słabszy niż był w tamtym sezonie? Czy ja jestem więc teraz słabszym trenerem niż wtedy, kiedy utrzymałem Drutex-Bytovię? Dziwię się bytowiakom. Może wypływa to z zawiści. Zawsze myślałem, że jak obejmę drużynę, to będę miał bardzo duże wsparcie wśród kibiców. Zwłaszcza wtedy, kiedy zespołowi nie idzie. Bo mnie czasami plecy do dziś bolą od klepania, kiedy wygrywaliśmy. A są wyzwiska, że ten się nie nadaje, ja się nie nadaję, wszyscy dookoła się nie nadajemy i wszyscy jesteśmy tacy słabi. Liczyłem na coś więcej. Nieraz rozmawiam sobie z kierownikiem i zastanawialiśmy się dlaczego tak jest. Już wiem. Lepszy obcy niż swój. Jest wielu ludzi zawistnych, którzy źle mi życzą i ja o tym wiem. Mam jednak też grono przyjaciół, którzy bardzo we mnie wierzą i wspierają przede wszystkim po porażkach. Jak wygram mecz, dajmy na to pucharowy, to włączam telefon, są co chwile sygnały i przychodzi 150 SMS-ów i telefonów. Nawet od ludzi, których czasami nie znam. Po porażce jest kilka, może dziesięć, to są moi najbliżsi znajomi i rodzina. To trochę boli.

Mówiliśmy o rzeczach trudnych, ale były też chwile, z których mógł pan być dumny. Piękne koronkowe akcje na początku sezonu, napisana kolejna historia w Pucharze Polski…

Jestem takim człowiekiem, że trudno mnie zadowolić. Oczywiście cieszę się, że media w Polsce, przede wszystkim dziennikarze Polsatu, chwaliły naszą grę i mówiły o wypracowanym stylu. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że wielu trenerów czyta, analizuje naszą grę i musimy też być nieprzewidywalni i pewne rzeczy zmieniać. Tak było w Olsztynie, gdzie kompletnie zmieniłem moją filozofię. Nigdy nie chciałem oddawać przeciwnikowi gry. Przeanalizowałem bardzo mocno Stomil i stwierdziłem, że musimy oddać im piłkę. Niech to oni się martwią, bo mieli problemy z atakiem pozycyjnym. Byli natomiast bardzo groźni w szybkim ataku. I tak zrobiliśmy. Gra kompletnie mi się nie podobała, nie dało się tego oglądać. Ale dało nam to trzy punkty i co mam teraz powiedzieć? W każdym meczu oddawać grę, w jednych tak, w innych nie? Analizujemy każdego przeciwnika, nie zawsze nasza taktyka się sprawdzi.

Bardzo podoba mi się Górnik Zabrze, który przeszedł fajną ewolucję. Potrafi grać wysokim i niskim pressingiem, potem kontratakować. Chciałbym nad tym pracować i zaszczepić takie rzeczy w naszym zespole. Mieliśmy kłopoty z fazą przejścia z atakowania do obrony, dlatego też ostatnio pracowaliśmy nad organizacją gry i przeciwstawieniem się kontratakom rywali. Żeby zespół szybko się ustawił i w ciągu 5-6 sekund odebrał piłkę. Popracujemy także nad tym w okresie przygotowawczym. Poza tym przećwiczymy jeszcze dwa inne warianty gry. To jest nauczka dla nas na przyszłość, że nie możemy się zamykać na jedno – wysoki pressing, gra w piłkę. W niektórych spotkaniach należy po prostu zagrać inaczej.

Przejdźmy do wątków indywidualnych. Sebastian Kamiński nieźle prezentował się w grze do przodu, ale popełniał sporo błędów w defensywie, co pokazał choćby ostatni mecz z Legią.

Fajnie wygląda to u niego w grze do przodu i w sposobie atakowania jeszcze ze swojej połowy. Destrukcja to jest jego mankament. Od bocznego obrońcy trzeba wymagać trochę więcej. Zobaczymy co zrobimy zimą. Często też przesuwałem Kamińskiego wyżej i być może to też jest jakieś rozwiązanie. W poprzednim sezonie, kiedy wystawiłem go w Chojnicach, nie oddał już miejsca do końca i grał bardzo dobrze zarówno w obronie, jak i w ataku. W tym sezonie popełnił jednak wiele błędów. Z Legią zawinił ewidentnie już przy pierwszej bramce, bo wybiegł przeciwnik zza jego pleców i nie patrzył. Przyznam, że mam też pomysł kogo wystawić na prawą obronę, ale zobaczymy jak to wyjdzie w sparingach.

Właśnie, nie brakowało Sebastianowi konkurencji? Wyżej w hierarchii od Filipa Modelskiego był nawet Łukasz Wróbel, który jest środkowym obrońcą.

Powiem tylko, że Filip jest bardzo profesjonalnym zawodnikiem, który mocno przykłada się na treningach. Nie można jemu nic zarzucić. Niestety, obserwowałem go w rezerwach i jego gra po prostu mi się nie podobała. Dałem mu szansę w meczu z Olimpią Grudziądz. Mógł przerwać akcję bramkową, bardzo źle się ustawiał w tym meczu. Co prawda dostał tylko jedną szansę, ale obserwowałem go wnikliwie i miałem raporty od trenerów rezerw. To naprawdę nie wyglądało za dobrze. Filip również długo nie grał w piłkę. Nie jest łatwo odbudować się po tak długim czasie. Mówiłem mu nawet, że bardzo na niego liczę, lecz po prostu on mnie nie przekonywał. Wolałem postawić na Łukasza Wróbla, który po trzech miesiącach pauzy zagrał z Pogonią bardzo dobrze. W niektórych meczach potem bardzo źle, później znowu dobrze. Wahania były też spowodowane tym, że nie grał tyle czasu. Później wróciłem znowu do „Kamyka”, nie chciałem za dużo przestawiać. Potem kiedy zaczęliśmy grać na zero, to nie chciałem znowu mieszać w obronie. Zawsze byłem stały w uczuciach, jeśli chodzi o defensorów. Choćby wiosną niemal w ogóle nie ruszałem tej czwórki. Wracając do Filipa, życzę mu jak najlepiej, mam nadzieję, że zobaczymy go jeszcze na pierwszoligowych boiskach, może nawet wyżej. Musi jednak sporo popracować.

Zawodnikiem, który ma jeszcze większe doświadczenie, a nie spełnił pokładanych w nim nadziei, jest Jakub Wilk. Dlaczego nie udało mu się w Drutex-Bytovii?

Może takich rzeczy nie powinienem mówić, ale powiem, bo nie jest to żadna tajemnica. Powiedziałem niedawno Jakubowi, że on powinien być dla nas zawodnikiem, jak Ćwielong w Tychach, od którego zaczynasz skład i który ciągnie zespół. Niestety, Wilk nie był takim piłkarzem. W lidze może za dużo nie grał, ale w pucharach sporo. I przyznam, że od tego gracza trzeba wymagać więcej. Nie będę mówił, że jestem zadowolony z jego gry, bo nie jestem. Na jego pozycji trzeba dużo biegać, walczyć. Umiejętności piłkarskie ma na najwyższym poziomie i nie ma z tym problemów. Poza tym chodzi też o mentalność. Nie wiem, czy nie potrafi się już na tyle zmobilizować na mecz jak dawniej. Kiedyś z Kubą dużo rozmawiałem. Wiedział, czego od niego oczekiwałem. Jak wchodził do gry, to tego nie spełniał.

Zastanawiam się również nad Kamilem Wacławczykiem. Jak mało kto potrafi posłać prostopadłą piłkę, fajnie współpracuje z Januszem Surdykowskim. Liczby jednak jak na „dziesiątkę” są mierne, mówiąc eufemistycznie.

Sporo osób mówi, że Kamil otrzymuje ode mnie zbyt wiele szans. Oczekuję od niego dużo, dużo więcej. Dałem mu to do zrozumienia. Powiedziałem również, ile bramek powinien co najmniej strzelić. Nie powiem dokładnie, bo to była rozmowa wyłącznie między nami. Statystyki nie kłamią. Kamiński pięć asyst, Duda cztery, Wacławczyk jedna plus jeden gol. To nie jest żadna tajemnica. Kamil także musi się wziąć bardzo mocno w garść. Bo jak nie, to usiądzie na ławkę. Teraz będzie okres zimowy i każdy piłkarz otrzyma ode mnie rozpiskę, czego od niego oczekuję. Podkreślę, że dam to na kartce. Wtedy na koniec sezonu będziemy mogli sobie spojrzeć, czy rzeczywiście dał tyle, ile wymagałem. Na pewno nie ma świętych krów w naszym zespole. Są oczywiście ludzie, którym ufam bardziej. Niektórym dałem więcej zaufania przez to, że wiosną mnie nie zawiedli. Czy to błąd? Trudno mi to teraz ocenić.

Drutex-Bytovia to nie jest żadna przechowalnia, żeby sobie tylko tutaj pobyć. Przed nami nowa runda i wszyscy muszą zasuwać. Przeżywaliśmy ciężkie chwile w tamtym sezonie, nie chciałbym tamtego powtarzać. Optymistyczne jest to, że w dwóch ostatnich meczach zdobyliśmy cztery punkty, choć bardzo chcieliśmy zrobić sześć. Mimo wszystko musimy wzmocnić zespół.

Teraz zupełnie inny przypadek, ale też o zaufaniu mowa. Orlando początek miał taki sobie, ale przynajmniej golem z Podbeskidziem spłacił po części ten kredyt.

Przychodząc tutaj, Orlando imponował mi w sparingach. Często znajdował się w dogodnych sytuacjach. Piłka go szukała. Zdarzyła się jednak jedna rzecz przed meczem z GKS-em Tychy, w którym miał tę sławną przewrotkę. Nie powinienem go może wystawiać w końcówce tego meczu i biorę to na siebie, że tak to się skończyło. Orlando dowiedział się, że nie dostanie wizy i prawdopodobnie zimą nie będzie mógł pojechać do rodziny do swojego kraju, gdzie nie był pięć lat. To bardzo mocno go podłamało. Wtedy nie wiedziałem, że jest to aż taki duży problem. On się troszeczkę z tym ukrywał. Wziąłem go na szczerą rozmowę i powiedział, że nie chciał mnie obarczać swoim kłopotem, bo widział, że mam dość na głowie. Nie chciał zatruwać mi życia. Wszyscy jednak zauważyliśmy, że od tamtego momentu to nie był ten Orlando. Był apatyczny, na treningach też nie wyglądał najlepiej. Kiedy dowiedział się później, że tę wizę może jednak dostać i prawdopodobnie otrzyma ją jeszcze w grudniu, to od razu odżył. W ćwiczeniach też inaczej wyglądał. Po jednej z małych gier powiedziałem przy wszystkich zawodnikach, że takiego Orlando chciałbym widzieć.

Ten chłopak ma potencjał. Na pewno będę chciał popracować nad nim indywidualnie. Bramka z główki z Podbeskidziem nie była łatwa. Mało który piłkarz by to zmieścił. Na treningach też potrafi strzelić z niczego, a czasami zepsuje bardzo proste. Jest bardzo nieobliczalny. Należy też popracować u niego nad elementami taktycznymi, przesuwania się. Kiedy przed Lechią ćwiczyłem z nim na sucho przemieszczanie się, to z gdańszczanami zagrał super pod kątem taktycznym. Mirek Tłokiński, były piłkarz Widzewa, który jest jego menedżerem, powiedział po tym meczu, że fantastyczną pracę wykonał Orlando i cały zespół, jeśli chodzi o taktykę gry w defensywie. Wszedł jednak ostatnio z Legią, miał wszystko rozrysowane i nie było już tak dobrze. Brakowało bowiem czasu na takie dokładne przygotowanie. Myślę, że kiedy się z nim dobrze popracuje, to powinniśmy mieć jeszcze z niego pociechę. Zobaczymy jak będzie prezentował się w zimowych sparingach. Powiem szczerze, że wahałem się, bo były chwile, że chciałem go już pożegnać. Ta jedna bramka pokazała jednak, że potrafi. Trudno byłoby go teraz skreślić. On wie, że ja w niego wierzę, bo po tej poważnej rozmowie powiedziałem, że może do mnie dzwonić z każdym problemem 24 godziny na dobę i może się pożalić. Nie ma żadnego problemu. Chcę, aby z czystą głową przychodził na treningi i był gotowy do gry na najwyższym poziomie.

Skoro o napastnikach mowa, to chyba sporym błędem było, że tylko Orlando pozostawał w odwodzie?

Jestem też człowiekiem, który potrafi przyznać się do błędu. Nie jest tak, że jestem alfą i omegą. Przyznam się, że trzeba było sprowadzić jeszcze jednego napastnika. Rafał Gierszewski dawał mi Emila Drozdowicza, a ja nie za bardzo go chciałem. Bo był ten Orlando i bałem się, że wtedy w ogóle nie dostanie on szansy. Był też temat Szymona Lewickiego, którego z kolei bardzo chciałem sprowadzić. Niestety, nie dogadaliśmy się, jeśli chodzi względy pozasportowe. Rozmawiałem z nim i był skory przyjść do nas. To się jednak nie udało. Czy był to błąd? Skoro jest na szczycie klasyfikacji strzelców Nice I ligi, to odpowiedź jest jasna.

1B4A7707Porozmawiajmy o letnich transferach. Na plus chyba zdecydowanie Michał Jakóbowski?

Ma jakość. Mam jednak dla naszych kibiców na pewno niemiłą wiadomość. Jest duże prawdopodobieństwo, że Michał Jakóbowski odejdzie od nas. Dostał propozycję nie do odrzucenia pod względem finansowym. Kluby pertraktują. Ma ważny kontrakt i padła suma odstępnego. Czy kluby się dogadają, to nie wiem. Było to dla mnie duże zaskoczenie, ale też rozumiem chłopaka. Zostało mu u nas pół roku kontraktu. Na razie jest naszym zawodnikiem. Ma pojawić się u nas 8 stycznia, jeśli do tego czasu nie rozwiąże się jego sprawa. Rafał Gierszewski monitoruje to i jest na łączach z Michałem. To byłby dla nas ogromny cios. Czy jestem go w stanie przekonać, żeby został? Trudno powiedzieć. Choć on sam twierdzi, że jestem jednym z najlepszych trenerów, który go prowadził (śmiech).

Michał znany jest z niebanalnego poczucia humoru (śmiech).

Oczywiście mówię to pół żartem, pół serio. Czy chciałby zostać dla tego swego najlepszego trenera, to nie wiem (śmiech).

Byłoby naprawdę szkoda, gdyby opuścił Drutex-Bytovię. To był jedyny skrzydłowy, który jesienią miał pewną pozycję i gwarantował konkretne liczby.

Zgadza się. Zdobył już pięć bramek, a przez cały zeszły sezon raptem dwie. Kiedy dzwoniłem do niego, aby do nas powrócił, powiedziałem mu, że go odbuduję i będzie zadowolony. Dodałem nawet, że przygotujemy go tak, że trafi z powrotem do ekstraklasy. Trafiła mu się taka propozycja i zobaczymy czy z niej skorzysta. Mogę za nim płakać, ale niestety taki jest rynek.

A jak pan oceni inne letnie nabytki?

Są zawodnicy, z których jestem bardziej zadowolony i mogę ich wymienić, bo nie ma co tego ukrywać. Na pewno pochwalę Sławomira Dudę, Jakuba Kuzdrę, Andrzeja Witana oraz wspomnianego już Jakóbowskiego. Tylko po części Michała Stasiaka, bo popełniał błędy, których tak doświadczony zawodnik nie powinien robić, ale końcówkę miał już dobrą. Maksymilian Hebel nie pokazał jeszcze tego, co potrafi. Musi się przede wszystkim wzmocnić fizycznie. Należy jednak przypomnieć, że nie był z nami od początku przygotowań. Pozostali to średnio. Byłem bardzo zadowolony w pewnym momencie z Bartosza Biela. Im dalej w las, tym nie było najlepiej. Od Michała Szewczyka oczekiwałem dużo, dużo, dużo więcej. Aleks Hendryk jest szykowany na przyszłość. Został jeszcze Orlando, który ma potencjał, ale musimy z nim dużo popracować indywidualnie.

Przejdźmy do zimowych przygotowań. Są one bardzo podobne do tych nieudanych sprzed roku.

Mój sposób pracy oraz profesora Jastrzębskiego jest zupełnie inny. Wdrażaliśmy go od lipca. Zresztą zespół dopiero teraz, po kilku miesiącach, zaadoptował się do tego, aby podejmowane wysiłki nie sprawiały większych problemów. Od stycznia będziemy pracować podobnie. Będą typowe piłkarskie obciążenia. Dodam, że trener Jastrzębski ma wizję przygotowania fizycznego, która sprawdza się powiedzmy od 10 lat, bo sam twierdzi, że na początku zdarzały mu się pomyłki.

Mówił pan jednak kilka miesięcy temu, że poprzednie zimowe przygotowania nie odbywały się w optymalnych warunkach. Dlaczego?

Bodajże tylko jeden sparing zagraliśmy na naturalnej trawie. Może tak być, że teraz zdarzy się podobnie, lecz właśnie dlatego sposób przygotowań będzie inny. Chodzi o to, żeby rzeczy, które robimy na siłowni, nie nałożyły się wtedy, kiedy wchodzimy na sztuczną murawę. Tu tkwił problem fizyczny w zeszłym sezonie. Bardzo dużo czasu spędzaliśmy na siłowni. Był wdrożony program przygotowania fizycznego plus to, co robiliśmy na boisku. Według mnie to się nie sprawdziło i na pewno nie będziemy do tego wracać.

Zastanawiam się, jak pan podchodzi do turnieju Amber Cup. Niektórzy trenerzy patrzą trochę na to krzywym okiem, bo istnieje ryzyko kontuzji. Nas także to spotkało, bo dwa lata temu urazów doznali Daniel Mąka i Robert Mandrysz.

Bez napinki i przede wszystkim w ramach zabawy, choć oczywiście zawsze jedzie się po to, aby wygrać. Nie wiem jeszcze jaki wystawimy skład. Zabierzemy dziesiątkę zawodników, większość młodych, może kilku starszych. Na pewno nie pojedzie choćby Janusz Surdykowski, bo musimy na niego chuchać i dmuchać. Weźmiemy zawodników dobrze dysponowanych technicznie jak Duda, Wacławczyk, może Wolski, jeśli będzie zdrowy, Hebel, Poczobut, Kamiński.

Skoro mówimy o grze na hali, to w niedzielę w Dobrym Meczu świetnie prezentował się Maciej Błaszkowski.

I dlatego tych młodych chłopaków weźmiemy także na Amber Cup. Co do Maćka, to weźmiemy go do także do normalnych przygotowań z pierwszą drużyną. Dla mnie był najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem z rezerw. Będę chciał mu dać szansę, aby popracował z nami od stycznia.

Wyraźnie podkreślał pan na końcu rundy i już także w tym wywiadzie, że potrzebne są wzmocnienia. Kogo konkretnego szukamy w tym okienku transferowym?

Napastnika, „dziesiątki”, dwóch skrzydłowych i może ktoś do obrony. Na tych pozycjach mieliśmy największy deficyt i brakowało mi tam ludzi z większą jakością. Mam w głowie określony styl drużyny i potrzeba mi jeszcze piłkarzy, żebym ja i kibice byli zadowoleni. Ale potrzeba nam piłkarzy, którzy coś wniosą, a nie będą tylko uzupełnieniami. Nie wiem czy trafimy na takich, bo nawet Legia, wydając 800 tys. euro, bardzo się pomyliła. Będziemy jednak starać się ze wszystkich sił, aby byli to dobrzy zawodnicy. Od razu trzeba sobie powiedzieć, że nie będzie to łatwe. Dlaczego? Dobry zawodnik ma klub i wyrwać go z niego to zadanie arcytrudne. Z tego powodu rozglądam się wszędzie, nie tylko w Polsce, lecz także za granicą. Być może w niedzielę pojadę do Berlina, aby obejrzeć na żywo jednego bramkostrzelnego napastnika.

Ale nie z Bundesligi? (śmiech)

Nie (śmiech). Nie powiem jaka liga, ale poziom rozgrywkowy jest dość mocny. Rozmawiałem z menedżerem tego gracza, który już wie, że przyjadę go zobaczyć. Nie wezmę go jednak od razu, lecz chcę go zaprosić od 8 stycznia na tydzień testów, żeby się tylko nie pomylić.

Można powiedzieć, że swego rodzaju transferem będzie Michał Rzuchowski, który powraca po kontuzji.

Wiosną Michał wraz z Bartkiem Wolskim pokazali, że mogą grać razem. Wiedzieli, że w tej sytuacji, w której byliśmy, nie mogliśmy bać się grać w piłkę. Rzuchowski jest bardzo odważnym i kreatywnym zawodnikiem. Ciężko pracuje na powrót do formy. Musimy natomiast brać pod uwagę, że jest po poważnej kontuzji. Choć codziennie ćwiczy, ma narzucony bardzo mocny reżim treningowy i cały czas bada, czy ma odbudowane mięśnie. Pod względem finansowym klub bardzo mu pomaga, ale też on sam inwestuje pieniądze w jak najszybszy powrót. Widać u niego zarówno złość, jak i wielką chęć gry, bo nie może się doczekać. Naszym zadaniem jest wprowadzanie go na spokojnie, żeby nie przedobrzyć. Jest to przeambitny chłopak i może być różnie. Cenię go bardzo mocno. Ma trochę ciężki charakter, lecz bardzo lubię takich piłkarzy. Wydaje mi się, że potrafiłem do niego dotrzeć. Wiedział co może robić na boisku, a czego nie. Byłem z niego wówczas mega zadowolony. Jego kontuzja była dla nas dużym ciosem.

Zmierzając do puenty, dlaczego Drutex-Bytovia nie potrafi zrobić kolejnego kroku w piłkarskim rozwoju? Stanęliśmy w miejscu. 

Patrząc na to, że trzecią jesień z rzędu kończymy z 24 punktami, to rzeczywiście nie poszliśmy do przodu. Myślę jednak, że w wielu meczach kibice byli zadowoleni z naszego sposobu gry. Mieliśmy też trochę pecha i punktów powinno być więcej. Byłbym szczęśliwy, gdyby na koniec sezonu udało się poprawić dotychczasowe najlepsze miejsce w I lidze, czyli ósme. Wszystko może się wydarzyć, ale cały czas powtarzam, że musimy się wzmocnić. Jeśli będą dobre transfery, to powinno być dużo lepiej niż w zeszłym sezonie. Mamy trochę czasu, aby poprawić to, co nie funkcjonowało. Większość treningów będzie tylko z piłką, więc mam nadzieję, że przygotowania będą owocne. Nie mamy co narzekać na warunki. Chojniczanka też nie jedzie na obóz zagraniczny, mimo że jest liderem i jakoś to jej nie przeszkadza.

Z jednej strony mówi pan o wzmocnieniach, ale z drugiej to przez 3,5 sezonu w I lidze przez Drutex-Bytovię przewinęło się ponad 50 piłkarzy. To są ogromne liczby, a ciągle nie znajdujemy tych piłkarzy, którzy gwarantowaliby wysoki poziom.

Tak, było bardzo dużo zawodników. Trzeba natomiast powiedzieć sobie, że jesteśmy czwarty rok na zapleczu ekstraklasy i uczyliśmy się tej I ligi, może nawet za długo. Powinno to już pójść do przodu. Na początku stawialiśmy na doświadczenie, ściągając graczy z ekstraklasy. To nie wyszło i wymieniliśmy ich. Później szło to w miarę. Potem kilku odeszło, bo nie da się wszystkich zatrzymać. Na pewno w klubie nie ma skautingu. Kiedy mogę, to wybieram się i gdzieś jadę, ale nie da się wszystkiego ogarnąć samemu. Może jakby był ktoś taki, kto pojeździłby chociaż po II i III lidze częściej niż raz czy dwa, to prawdopodobnie wyglądałoby to lepiej pod kątem transferów. Często pozyskanie zawodników jest wielką niewiadomą. Dla przykładu, Duda przez ostatni rok nie grał prawie nic w GKS-ie Katowice, a u nas jest jednym z najlepszych. Każdy mówi, że odżył w Drutex-Bytovii. Hmm, trudno o tym wszystkim mówić. Patrzę na to przez lata i zastanawiam się, w czym tkwi problem braku progresu. Poczekajmy jednak do końca sezonu. Może poprawimy to ósme miejsce i będziemy chociaż trochę usatysfakcjonowani.

Czego więc można spodziewać się wiosną po „Czarnych Wilkach”?

Chciałbym tego, co było na początku sezonu, czyli agresywnej gry z polotem i świetnej organizacji gry w obronie. Twierdzę, że jak z tyłu będzie dobrze, to z przodu stworzymy przynajmniej jedną sytuację. Mam nadzieję, że Drutex-Bytovia będzie zespołem na miarę naszych oczekiwań, ale także sponsora i przede wszystkim kibiców, którzy czasami byli zadowoleni, a czasami sfrustrowani. Oby nie było tych wahań.

Na koniec trochę prywaty. Rok 2017 był dla pana szczególny. Chyba nie spodziewał się pan, że tak wiele spraw zajdzie tak daleko i tak szybko?

Na pewno nie. W wielu wywiadach podkreślałem, że z ręką na sercu nigdy się nie wyrywałem do zostania pierwszym trenerem. Pracowałem konsekwentnie z każdym szkoleniowcem i z każdym mam bardzo dobry kontakt. To chyba też znaczy, że nasza współpraca była przynajmniej dobra. Dlatego było zaskoczenie, jednak podjąłem to wyzywanie z odwagą. Czułem się przygotowany do tej roli i wiedziałem, że sobie poradzę. Mimo porażek cały czas wierzyłem. Jasne, że pojawiały się w głowie małe zwątpienia. Były jednak one dosłownie na pięć minut, a później mówiłem sobie: „Nie, nie, tak szybko się nie poddam”. Chciałbym też życzyć zarówno sobie, jak i zespołowi, żeby wsparcie dla człowieka stąd było dużo większe. Żeby nie było wyzwisk w stronę zawodników. Oczywiście, nie chcę, żeby ktoś nas głaskał po porażkach, bo każdy ma prawo do krytyki. Niech ona będzie jednak konstruktywna, zaś bez chamstwa, na które z pewnością nie będę się godził.

Reasumując, mam nadzieję, że „Szczęśliwa Gwiazda” będzie świeciła pełnym blaskiem po naszej stronie i nigdy nas nie opuści. Przy okazji życzę wszystkim sympatykom klubu zdrowych, Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!

Przemysław Gawin
Przemysław Gawin
A u t o r
Redaktor naczelny bytoviahpu.pl, korespondent "Przeglądu Sportowego".

5 Comments

  1. loleq loleq pisze:

    Jakóbowskiego było by bardzo szkoda, nie miał by kto napędzać akcji, ale rozumiem też jego decyzję. Ciekawy wywiad dający sporo informacji. Zastanawia mnie tylko ten początek –” W ostatnim wywiadzie dla bytoviahpu.pl „…

  2. Olo pisze:

    Fajny wywiadzik

  3. Natalia pisze:

    Super wywiad. Adrian ma charyzmę. Nie pie…li tylko mówi co myśli. To mi się u Niego podoba najbardziej.

  4. Daniel pisze:

    Długi wywiad ale ciekawy, czytam i juz jestem ciekawy co dalej. Życzę Tobie Adrian i zespołowi samych sukcesów. Mam nadzieje ze bedziesz pracował kiedyś w ekstraklasie. Moze Lechie Gdańsk kiedyś poprowadzisz. Chyba że naszą Bytówkę w ex.

  5. bruno pisze:

    Ciekawy wywiad.Natomiast jesli chodzi o to ze rezerwowi nie dali tyle jakosci i nie grali „przynajmniej tak dobrze”jak podstawowi zawodnicy to raczej normalne,bo inaczej nie byli by rezerwowymi:).Ciekawy wątek o braku skautingu,a moze nalezy nakreslic oczekiwania sztabu co do profilu zawodników i wysłac kogos na okreslone mecze.Pomógłbym od ręki:)

Odpowiedz na „NataliaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *